„Pitou szedł za Billotem, trzymając w ręce czapkę biednego Sabaudczyka. Ten posępny i budzący przerażenie kondukt doszedł wreszcie do pałacu PalaisRoyal, gdzie kipiący gniewem tłum po naradzie domagał się, by żołnierze francuscy okazali im pomoc w walce z cudzoziemskimi wojskami.
— Co to za jedni ci w mundurach — zapytywał Billot, znalazłszy się przed frontem żołnierzy, którzy z bronią u nogi stali przed bramą wejściową pałacu od strony ulicy Chartres, pilnując dostępu na plac PalaisRoyal.
— To są gwardziści francuscy! — zawołało kilka głosów.
— Ach, tak! — odparł Pitou, zbliżając się do nich i wskazując żołnierzom na Sabaudczyka, który już wyzionął ducha, zwrócił się do nich ze słowami
— Żołnierze! Jesteście Francuzami! Czy pozwolicie, by Niemcy nas mordowali!
Gwardziści mimo woli cofnęli się w tył.
— Nie żyje! — odezwało się kilka głosów w szeregach.
— Tak, nie żyje! Został zamordowany jak wielu innych!
— Przez kogo
— Przez austriackocesarskich dragonów. Czy nie słyszeliście krzyków, wystrzałów i galopujących koni
— To prawdal — zawołało naraz kilkaset głosów. — Naród na placu Vendóme zarzynano jak barany!
— Do kroćset diabłów! — krzyknął Billot, zwracając się do żołnierzy. — Przecież też jesteście dziećmi tego samego narodu! Trzeba być tchórzami, żeby pozwolić na mordowanie waszych braci.“(6)
<<<< Nagle nocny wędrowiec
| nakrycia głowy jak konający >>>>
Dj na wesele ze śląska |Bukmacher |Apartamenty nad morzem